Sylwetki lekarzy sportowców: Wojciech Lisiak - Śląska Izba Lekarska

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej Polityce prywatności i cookies.
  • BIP
Otwórz menu/Zamknij menu

Mija połowa mojej kadencji Przewodniczącego Komisji Sportu i Rekreacji. Jednym z moich zamiarów, wzorem Komisji Kultury, było zebranie materiałów i wydanie w formie książkowej i na płycie CD Almanachu Sportu Śląskiej Izby Lekarskiej. Obecna sytuacja epidemiologiczna i związany z nią brak imprez sportowych skłania do realizacji tego zamierzenia. Sport w naszej Izbie uprawia wielu lekarzy. O większości z nich były publikacje na stronach Pro Medico i na stronie internetowej Izby. Jest jednak wielu uprawiających sport i rekreację dla własnej satysfakcji, którzy pozostają w cieniu.
Dzisiaj przedstawię Wojciecha Lisiaka,

Wojciech Lisiak - Jest sportowcem, który uprawiał sport dla własnej satysfakcji i nie zabiegał o zaistnienie w naszych mediach. Wojtka pamiętam  z kilkunastoletniej pracy w Oddziale Ginekologicznym w Dąbrowie Górniczej. Uprawiał wówczas windsurfing. Gdy pod koniec dnia pracy, wyglądając przez szpitalne okno, Wojtek widział poruszane przez wiatr gałęzie drzew, był już myślami nad wodą. Po dwudziestu latach dowiedziałem się, że nadal jest aktywnym sportowcem.

Nadal na pierwszym miejscu są sporty wodne uprawiane w różnych zakątkach świata. W kolejnych latach: windsurfing, kitesurfing, SUP- deska  z wiosłem i ostatnia nowość, do której się przymierza Foil Wing-deska z żaglem trzymanym w rękach. Kolejną pasją jest jazda na rowerze: MTB, kolarstwo szosowe- udział w dziesięciu Tour de Pologne Amatorów i downhill. Uprawia także snowboard i staruje w biegach długodystansowych  i maratonach. (przygotował Stefan Madej, Przewodniczący KSiR).

w. lisiak 4

Wojciech Lisiak o swoich sportowych pasjach

Wiele, bardzo wiele lat temu na jednym z pierwszych dyżurów, jeszcze jako stażysta usłyszałem z ust starszej, zmęczonej ciągłą pracą i dyżurami, odchodzącej już na emeryturę pani doktor słowa zwątpienia w sens życia, brak nowych celów i motywacji do dalszej pracy. Jak to, Pani Doktor?  A sport? - odpowiedziałem i do dzisiaj tak odpowiadam wszystkim, którzy wątpią. Przecież to sport i aktywność fizyczna jest tym, co oczyszcza głowę ze złych myśli i daje siłę do pracy.

Tej właśnie zasady trzymam się uporczywie i nie odpuszczam ani na moment. Najpierw był windsurfing i to jeszcze u zarania jego dziejów, kiedy moda na jakieś dziwaczne deski z trzymanym w rękach żaglem przywędrowała do Europy z mekki sportów wodnych, Hawajów. Sprzęt z biegiem lat udoskonalał się i umiejętności razem z doświadczeniem również wzrastały, a to otwierało już wyobraźnię: silne wiatry i wielkie fale Australii, groźne i zimne wody w Cape Town, kanaryjskie gorące passaty, ale także nieobliczalne wody naszego Bałtyku.

Kilka lat później pojawił się snowboard. Narty przestały już mnie uwodzić i właśnie ta sama, zaczerpnięta z surfingu technika panowania nad czymś przypominającym parapet okazała się moją wielką zimową pasją. Wspomnienia pierwszych zawodów w naszym kraju i pierwsze oficjalne Mistrzostwa Polski w tej nowej dyscyplinie będą zawsze mnie wzruszać. Wspaniała, niekomercyjna przygoda w gronie podobnie jak ja zakręconych przyjaciół!

Ale życie toczy się szybko i szybko też pojawiają się następne sportowe pasje.

Rower...

Najpierw MTB, ale potem już tylko szosa. Fascynacja prędkością, mocą, jaką można uzyskać jedynie z mięśni nóg i ta jedność z kawałkiem karbonu na 2 kołach! Zakochałem się w tej wersji kolarstwa i od dziesięciu już chyba lat ścigam się w trakcie Tour de Pologne Amatorów.
A ponieważ jesteśmy już przy kolarstwie, to nie mogę nie wspomnieć o mojej słabości do „downhillu”. Tam adrenalina i fear index osiągają swoje maksimum. Zjechać ze Skrzycznego na pełnym gazie można tylko znając na pamięć trasę, mając dobre hamulce no i trochę może niedobrze  w głowie..... Na razie kontuzji nie było!

No i wreszcie dyscyplina najukochańsza!

Kitesurfing! Zaczynałem bawić się w „kajta” od czasu, kiedy znowu z Hawajów przywędrował do nas jako dziwna i niebezpieczna dyscyplina sportowa. No cóż, trzeba było zarzucić windsurfing i szlifować swoje umiejętności już tym razem w oparciu o spore doświadczenie na wodzie. Po opanowaniu płaskich akwenów nadszedł czas na fale a od przynajmniej 10 lat czas „wielkich fal”.
Tylko Ocean i to w zaledwie kilku miejscach na świecie pozwala deskarzom przeżyć chwile prawdziwej ekscytacji, poczucia bliskości natury, jej niebywałego piękna i grozy jednocześnie. Fale sięgające 6, a nawet 8 metrów to prawdziwe wyzwanie, ale i je można poskromić. Potrzebne jak zwykle niezawodny sprzęt, sprawność fizyczna i duże, a nawet bardzo duże doświadczenie. Te największe śnią się potem po nocach, o nich się wspomina i za nimi się tęskni.

Nie mógłbym zakończyć tych moich sportowych zwierzeń bez wspomnienia dyscypliny bazowej, czyli.... biegania. Od kilku lat biegam wtedy, kiedy nie jeżdżę i nie pływam! Ukończyłem 4 maratony: Kraków, Rzym, Paryż i Lizbona, kilka półmaratonów, dwa triathlony i wiele krótszych biegów. Zdobyłem 1 miejsce w Mistrzostwach Polski lekarzy na dystansie 10 km (w swojej grupie wiekowej oczywiście) i dwukrotnie 2 miejsce.
Bieganie to dla mnie podstawowa i najprostsza do uprawiania codzienna aktywność.

Czy to już wszystko?
Absolutnie nie! Czekają nowe wyzwania: SUP, czyli deska z wiosłem (polecam szczególnie wersję górską np. Dunajec albo Soła), Foil Wing- deska z żaglem trzymanym w rękach! Wynalazek z zeszłego roku! Już nie mogę doczekać się ciepłych dni i pierwszych prób na zupełnie nieznanym mi sprzęcie...Muszę się tego nauczyć, przecież tak było zawsze, z kajtem, snowboardem, szosą czy downhillem. Najważniejsze są ruch  i pokonywanie własnych słabości, przekraczanie granic fizycznych, ale przede wszystkim wychodzenie z utartych schematów naszej wyobraźni.

w. lisiak 2

w. lisiak 1

w. lisiak 3

Udostępnij