Sylwetki lekarzy sportowców: Kazimierz Klecz - Śląska Izba Lekarska

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej Polityce prywatności i cookies.
  • BIP
Otwórz menu/Zamknij menu

Mija połowa mojej kadencji Przewodniczącego Komisji Sportu i Rekreacji. Jednym z moich zamiarów, wzorem Komisji Kultury, było zebranie materiałów i wydanie w formie książkowej i na płycie CD Almanachu Sportu Śląskiej Izby Lekarskiej. Obecna sytuacja epidemiologiczna i związany z nią brak imprez sportowych skłania do realizacji tego zamierzenia. Sport w naszej Izbie uprawia wielu lekarzy. O większości z nich były publikacje na stronach Pro Medico i na stronie internetowej Izby. Jest jednak wielu uprawiających sport i rekreację dla własnej satysfakcji, którzy pozostają w cieniu.
Dzisiaj przedstawię Kazimierza Klecz.

Kazimierz Klecz - to jeden z najwcześniej urodzonych sportowców naszej Izby. Uprawiał narciarstwo alpejskie, kolarstwo i jeździectwo. W swojej grupie wiekowej zdobywał w tych konkurencjach zawsze czołowe lokaty. Nigdy, mimo że jestem znacznie młodszy, nie udało mi się pokonać go w sportach zimowych. W roku 2018, jeden miesiąc po Kolarskich Mistrzostwach Polski Lekarzy w Bychawie, gdzie zdobył 2 złote medale, stan zdrowia Kazimierza się pogorszył. Został poddany zabiegowi wszczepienia trzech by-passów. Po zabiegach musiał zrezygnować z uprawiania sportów wytrzymałościowych. Jednak dusza sportowca pozostała. Intensywnie rehabilitował się. Nadal uprawia strzelectwo i jeździectwo. (przygotował Stefan Madej, Przewodniczący KSiR).

kazimierz klecz strzelectwo

kazimierz klecz na koniu

Kazimierz Klecz o swoich sportowych pasjach: 

Retrospekcje jeździecko – strzeleckie
Po raz drugi ulegam namowie, tym razem Kolegi Stefana Madeja Przewodniczącego Komisji Sportu i Rekreacji naszej OIL, by przypomnieć  o moich niektórych pozamedycznych pasjach.

Tytułowe „retrospekcje” znajdują swą przyczynę w cezurze, którą wykreślili mi Koledzy z Klinik Kardiologii i Kardiochirurgii zabrzańskiego Centrum Chorób Serca, gdy to w lipcu 2018 r., jeden miesiąc po kolarskich Mistrzostwach Polski Lekarzy w Bychawie, z których notabene wróciłem  z dwoma złotymi medalami, leczyli mnie usilnie i skutecznie aż trzema by-passami.

Pragnę w tym miejscu serdecznie podziękować Kolegom dr. Jackowi Piegzie i dr Tomaszowi Stynowi za wysiłki ratujące mi życie zarazem zabraniając mi dalszych startów w obawie o ich adrenergiczne skutki.

Zatem z moich wielu pasji sportowych pozostaje mi tylko jeździectwo – gdyż wysiłkowi i emocjom ulega głównie wierzchowiec i może jeszcze rekreacyjne strzelectwo sportowe pozbawione bezpośredniej rywalizacji między zawodnikami, ponieważ stawał będę „twarzą w twarz” z martwą tarczą strzelecką.

Zasiadając w Klubach, czy to jeździeckim, czy to strzeleckim spotykam się już od pewnego czasu z trudnym pytaniem młodszych, czasem znacznie młodszych kolegów – od kiedy Pan strzela? Od kiedy Pan jeździ, a nawet skacze? Aby po krótce odpowiedzieć na te pytania, wrócić muszę do źródeł i dzieciństwa, bowiem moje jeździectwo zawdzięczam odwadze mego Ojca, który już w wieku 5 lat sadzał mnie na grzbiet konia jadącego w zaprzęgu do wodopoju. W tym samym wieku pozuję już do zdjęcia z ciężkim wojskowym pistoletem dzięki brawurze wujka, który po powrocie z bieszczadzkich lasów był moim pierwszym instruktorem strzelania. Tak więc podstawy tych dwóch sportów mam dobre i rodzinne.
Potem w wieku dorosłym już jako lekarz biorę wakacyjne kursy doskonalące jeździectwo w Stadzie Ogierów Bogusławice k. Wolborza o kawaleryjskich przedwojennych tradycjach. Następnie uprawiam je w Ośrodkach Jeździeckich w Kamieńcu i Zbrosławicach skacząc przeszkody do 120 cm.Obecnie strzelam w Klubie LOK w Piekarach Śląskich, startując w Śląskiej Lidze Strzeleckiej.

Czas sukcesów i trofeów z powodów kardiologicznej cezury już dla mnie minął, bo nawet z Igrzysk Lekarskich w Zakopanem wypadły zawody strzeleckie, gdzie wielokrotnie znajdowałem miejsce na podium. Ostatnie moje plany lub marzenia to udział w tradycyjnym rajdzie konnym lekarzy szlakiem mjr. Henryka Dobrzańskiego – Hubala w lasach piotrkowskich, odroczone za sprawą niepewnej przyszłości spowodowanej koronawirusem.

Udostępnij